MAKEUP STORAGE: ACRYLIC ORGANIZERS | Zaful & Rosegal +KONKURS

MAKEUP STORAGE: ACRYLIC ORGANIZERS | Zaful & Rosegal +KONKURS



Wraz ze słońcem za oknem przychodzi mi wena na tworzenie. Chciałoby się powiedzieć WRESZCIE! Jak wiecie lub nie najbardziej lubię robić zdjęcia w świetle dziennym. Sztuczne światło zdecydowanie mnie demotywuje i sprawia, że nic mi nie wychodzi. Dlatego też dziś skorzystam z ciepłych dni i pokaże Wam co ostatnio do mnie przyszło.
Zacznę może od końca i opowiem Wam o pomyśle, który wpadł mi do głowy jakiś czas temu. Mianowicie mam zamiar zrobić zakładkę 'polecane blogi' i umieścić ją na samej górze mojego bloga tuż obok przycisku 'zaobserwuj'. Chodzi mi głównie o to, żebyście też mogli zobaczyć jakie blogi aktualnie śledzę, lub jakie perełki ostatnio odnalazłam. Swoją drogą chciałabym żebyście tez mieli szansę się tam pojawić dlatego na początek zorganizuje mały konkurs!
Jako, że w najbliższym czasie na moim blogu pojawi się kilka postów z nowościami z wyżej wymienionych sklepów, a wiem, że takie haule nie bardzo Wam się podobają (chociaż tym razem zamówione przeze mnie rzeczy są niesamowite!) to pomyślałam, że postaram się Was czymś zaciekawić i zachęcić do klikania w linki. Nie okłamujmy się, doskonale wiecie, że wasz jeden klik może mi dużo pomóc i nie zamierzam tego ukrywać. 

Z każdego posta z tej serii wybiorę 2-3 blogi i na koniec umieszczę je w zakładce 'polecane blogi', jak i polecę je na swoim instagramie. Jedyne co musicie zrobić to podać cenę minimum jednego produktu z każdego posta w komentarzu. Ja przejrzę wszystkie blogi i wybiorę takie, które według mnie warto polecić (nie zwracam uwagi na kategorię- każdy ma szansę). Tak więc- do dzieła.




W pierwszym poście pokaże Wam coś, na co chyba najbardziej czekałam, czyli akrylowe organizery- szufladki. Jeśli śledzicie mnie na moich mediach społecznościowych to wiecie, że od dawna marzyły mi się duże akrylowe organizery. Niestety cena takiego jednego organizera w polskich sklepach jest dosyć wysoka, a przy takiej kwocie zamówienia z ali na pewno dołączyłyby dodatkowe opłaty. Dlatego też zwlekałam jak najdłużej się da. W momencie, gdy zobaczyłam je na  ZAFUL i ROSEGAL od razu wylądowały w moim koszyku. Zdecydowałam się na dwa i to był dobry wybór, ponieważ idealnie zmieściłam wszystkie swoje pomadki. 

Takie akrylowe organizery mogliście już pewnie zobaczyć u większości blogerek i nie tylko. W ostatnim czasie są bardzo popularne, ale też praktyczne. Teraz wszystko mam pod ręką, a co najważniejsze- na mojej toaletce w końcu zapanował ład i porządek.



Jeśli chodzi o sam materiał, z którego są wykonane to wydaje mi się, że jest bardzo solidny. Skoro przetrwały taką podroż zabezpieczone jedynie cienką folią i kartonem to na pewno przetrwają wszystko. W dodatku są dosyć ciężkie. Wcześniejsze organizery na pomadki, które mogliście widzieć u mnie często na zdjęciach były o wiele lżejsze, a ich materiał bardziej przypominał dmuchany plastik. 

Jeden organizer składa się z dwóch dużych szufladek i dwóch mniejszych na górze. Nie są dosyć wysokie, ale celowo poukładałam różne wielkością produkty, żebyście mogli zobaczyć ile mniej więcej się w nich mieści. Oprócz kosmetyków możemy w nich przechowywać dosłownie wszystko! Od biżuterii po przybory do szkoły. Dlatego jest to świetna opcja nie tylko na toaletkę, ale też do stylowego biura. Bardzo spodobało mi się to, że te mają uchwyty, ponieważ na rynku jest dostępne pełno podobnych organizerów, które mają wycięcia zamiast nich.



Pomyślałam, że podrzucę Wam też zdjęcia, które może zainspirują Was do zakupu podobnych organizerów i do zmian na Waszych toaletkach.
Koniecznie dajcie znać, czy takie rozwiązanie Wam się podoba!

LINKI:

Nie zapomnijcie dodać mnie na moich mediach spolecznościowych:

  TUMBLR   |   INSTAGRAM    |    ASK    |    INSTAGRAM INSPI.   |   FACEBOOK 
SNAPCHAT: Kayleenbeauty


NOWOŚCI: Czekoladki od Lovely: RICE POWDER & MATTE BRONZER (nowy adres bloga!)

NOWOŚCI: Czekoladki od Lovely: RICE POWDER & MATTE BRONZER (nowy adres bloga!)


Jak mogliście zauważyć nadszedł czas na małe zmiany na moim blogu, a mianowicie wreszcie jestem na swoim! Wykupienie domeny i odejście od bloggera krążyło mi po głowie od dosyć długiego czasu. Jednak ciągle wydawało mi się, że jest to zbyt trudne i drogie. Dopiero po rozmowie z Agnieszką z bloga feather92.blogspot.com uświadomiłam sobie, że przejście na własną domenę wcale nie kosztuje majątku i można to zdecydowanie zrobić samemu. W skrócie- ja wykupiłam końcówkę .pl za około 10 zł za rok (w późniejszych latach będzie to około 50zł), bez hostingu, ponieważ chciałam zachować blog na bloggerze. Dlatego też posty mogę pisać tak samo jak wcześniej, a mój blog zyskał swój własny niepowtarzalny adres  kayleenbeauty.pl.
Muszę Wam powiedzieć, że wcale nie było to tak proste jak myślałam. Domenę wykupiłam na stronie OVH.pl i początkowo wszystko wydawało się mega proste. Do czasu aż nie zauważyłam, że wszystkie tutoriale na youtube i blogach zrobione są pod stary interfejs strony ovh, a od niedawna całkowicie zmienili wygląd. Udało mi się zrobić wszystko tak jak na instrukcji, jednak strona wciąż była nieaktywna. Dlatego też byłam przekonana, że robię coś nie tak. Okazało się, że aktywacja  trochę zajmuję i praktycznie pojawiła się sama po paru godzinach. 




Jak już miałam ten nowy adres stwierdziłam, że czas coś również zmienić w wyglądzie bloga. Dlatego też pojawił się nowy nagłówek i logo. Według mnie jest teraz bardziej klasycznie i minimalistycznie. Koniecznie dajcie znać co myślicie w komentarzach!

P.S. Jeśli moje posty nie pojawiają Wam się w liście czytelniczej musicie zaobserwować blog na nowo. Nie martwcie się,będę Was na bieżąco informować na moich mediach społecznościowych.




Przechodząc już do tematu mam dzisiaj dla Was krótki post ukazujący dwa nowe produkty od Lovely, które udało mi się dorwać wczoraj w Rossmannie. Przyznam szczerze, że pierwszy raz kompletnie nie miałam pojęcia o tym, że jakiekolwiek nowości z tej marki mają wyjść. Dlatego też nie czekałam na nie z utęsknieniem. Jednak gdy zobaczyłam ich przepiękne opakowania koniecznie musiałam je mieć.




Akurat byłam na zakupach w poszukiwaniu nowego pudru matującego, ponieważ mój ulubiony Fixing Powder od Wibo, którego miałam już x opakowanie jest aktualnie na wykończeniu. Jako, że mam cerę normalną, ze skłonnością do przesuszania się w zimę (AZS) i nie używam podkładu to zdecydowanie nie potrzebuję mocno matujących pudrów. Chciałam kupić nowy puder ryżowy, lub bananowy od Wibo, jednak tym razem postawiłam na markę Lovely.




Do wyboru mamy trzy pudry kompaktowe, zamknięte w kartonowych pudełeczkach. Według mnie wykonanie samego opakowania jest świetne. Zamyka się na magnes, a przez przezroczystą powierzchnię na górze możemy podejrzeć kolor. 
Urzekła mnie oczywiście kolorystyka, która zachowana jest w różach i fioletach. Jeśli chodzi o markę Lovely to są to chyba ich najładniejsze opakowania. 
Kolejną rzeczą, która powoduje, że koniecznie musimy je mieć jest to, że przypominają strukturą czekoladę! Ponoć w założeniu miały też tak pachnieć, jednak mam wrażenie, że lekko im nie wyszło. Porównując do klasycznych czekoladek od Too Faced, gdzie zapach czekolady faktycznie jest wyczuwalny- tutaj ten zapach jest bardzo dziwny, ciężki do określenia. Oczywiście nie ma się co dziwić, skoro jeden taki kosmetyk możemy aktualnie kupić za 19zł.





Mam tez wrażenie, że moda na czekoladowe kosmetyki poszła już za daleko. Teraz każda firma próbuje wepchnąć do swojej kolekcji chociaż jeden kosmetyk, który ma w nazwie 'chocolate', albo pachnie, czy wygląda jak czekolada. Niestety nie wszystkie te próby się sprawdzają. Faktem jest, że wyglądają przesłodko i to tyle. 

Na półce Rossmanna są dostępne 3 warianty kolorystyczne:




Dark Chocolate Bronzer: Nowy bronzer z ekstraktem z nasion kakao w kartonowym lekkim opakowaniu, które znajdzie miejsce w każdej damskiej torebce.
Matowy bronzer o głębokiej fantastycznie na pigmentowanej ciemnej czekoladzie. Zapewnia efekt naturalnej opalenizny. Posiada chłodny odcień przez co dopasowuje się do większości karnacji. Doskonale rozprowadza się na skórze, nie tworząc plam ani smug. Formuła NANOCACAO, które zapewni wrażenie relaksujące i nawilżające.
Milky Chocolate Bronzer: Prasowany bronzer milky chocolate w lekkim poręcznym opakowaniu o niesamowicie smacznym czekoladowym zapachu, sprawi że będziesz z przyjemnością sięgać po nasz produkt. Puder brązujący z ekstraktem z nasion kakao, zawiera NANOCACAO o działaniu wygładzającym i nawilżającym, dzięki czemu skóra wygląda zdrowo i promiennie. Bronzer zmniejszają widoczność porów i zapewni tobie spore muśnięcie słońcem przez okrągły rok! Łatwo dostosowuje się do każdego rodzaju karnacji, zapewniając równomierną i naturalną opaleniznę.
White Chocolate Rice Powder: Ryżowy puder jest jednym z sekretów pięknych i zawsze młodych Azjatek ceniących jego doskonałe właściwości. Transparentny puder prasowany z dodatkiem intensywnej nuty czekoladowego aromatu sprawi przyjemność nie tylko fankom czekolady! Stosowany jako fixer do makijażu, pozwala na utrzymywanie podkładu, różu czy bronzera nawet do 16 godzin. Idealnie sprawdza się również dla cery tłustej i mieszanej, ponieważ nadaje efekt matowej cery na długi czas. Transparentny kolor pudru po nałożeniu na twarz, staje się całkowicie neutralny, ponieważ idealnie „stapia” się z kolorytem cery.



Jak widać do wyboru mamy dwa bronzery i puder ryżowy. Bronzery dostępne są w dwóch wariantach kolorystycznych: Milky Chocolate, czyli Medium i Dark Chocolate, czyli Deep. Może na zdjęciach ze strony Lovely tego nie widać, ale stojąc przy półce zastanawiałam się który jest ciemniejszy. Odcień opisany jako medium zdawał mi się zdecydowanie ciemniejszy niż deep. Wybrałam go jednak ze względu na to, że Deep jest zdecydowanie cieplejszy, pomarańczowy. Kolor idealnie pasuje do mojej dosyć ciemnej, oliwkowej karnacji, chociaż mimo wszystko nie jest tak zimny jak mój ulubiony z kobo. 
Co do pudru ryżowego- rzeczywiście w moim przypadku super stapia się z korektorem i nie zmienia jego koloru.
Ten post nie miał być recenzją, więc nie będę się rozpisywać na temat jakości tych kosmetyków. Zresztą po jednym dniu użytkowania nie jestem w stanie powiedzieć Wam na ich temat nic więcej. Dlatego też jeśli chcecie dowiedzieć się jak mi się sprawują zapraszam do śledzenia moich mediów społecznościowych na bieżąco.



Nie zapomnijcie dodać mnie na moich mediach spolecznościowych:

  TUMBLR   |   INSTAGRAM    |    ASK    |    INSTAGRAM INSPI.   |   FACEBOOK 
SNAPCHAT: Kayleenbeauty


ANASTASIA BEVERLY HILLS: Glow Kit Ultimate Glow (swatches)

ANASTASIA BEVERLY HILLS: Glow Kit Ultimate Glow (swatches)



Dzisiaj mam dla Was kolejną  krótką recenzję jednego z Glow Kitów od Anastasii Beverly Hills. Jest to mój pierwszy, ale na pewno nie ostatni Glow Kit. Zaraz po dodaniu pierwszego zdjęcia z jego udziałem na moim instagramie pojawiło się dużo pytań odnośnie tego dlaczego zdecydowałam się akurat na Ultimate Glow. Jeśli interesujecie się kosmetykami i macie jakieś rozeznanie w tym temacie to pewnie wiecie, że ten uważany jest za jeden z najgorszych kosmetyków tej marki. Od dawna moją wymarzoną paletką rozświetlaczy od ABH jest Sun dipped albo That Glow, jednak zanim któraś z nich pojawi się w mojej kolekcji na pewno minie jeszcze dużo czasu. Ultimate Glow udało mi się kupić po okazyjnej cenie na wyprzedaży u Wiskoli i dzięki temu miałam możliwość sprawdzenia na własną rękę czy rzeczywiście jest tak słaby jak mówią.





Samo opakowanie różni się od typowych kwadratowych Glow Kitów- ten jest prostokątny i zamiast czterech rozświetlaczy znajdziemy w nim aż sześć- podobnie jak w nowym- w kolaboracji z Nicole Guerriero. Jakość opakowania jest bardzo dobra, solidne wykonanie i oczywiście jak przystało na ABH dopracowane w szczegółach. W środku znajdziemy spore lusterko, a same rozświetlacze mają po 4.5 grama, więc jak na paletę bardzo dużo.



Jak już wyżej wspomniałam- w tym GK mamy sześć kolorków, z czego pięć z nich to różne odcienie złota a jeden- kompletnie inny od pozostałych to biel o nazwie SNOW, która odbija się na niebiesko-zielono. Kolorek SNOW jest bardzo oryginalny i według mnie jest też najmniej brokatowy. Zdecydowanie tworzy ciekawą taflę światła, która może być interesującym uzupełnieniem makijażu. Moim ulubionym kolorem stał się White Sand, czyli najjaśniejsze złoto z palety, a zaraz po nim Amer Gold- czyli typowy odcień różowego złota. Trzy pozostałe Golden Dawn, czyli typowe złoto, Sunray- brzoskwiniowe złoto i Hot Sand- ciepłe bursztynowe złoto- są o wiele gorsze jakościowo. Zauważyłam, że ostatni wymieniony przeze mnie odcień jest też o wiele słabiej napigmentowany i zawiera w sobie najwięcej zbędnych drobinek.




Ogólnie jeśli chodzi o jakość to nie jestem aż tak zawiedziona jak myślałam. Zdaję sobie sprawę, że nie mam porównania do innych Glow Kitów i liczę na to, że kiedyś będę mogła zrobić małe porównanie na blogu. Z tego też powodu ciężko jest mi stwierdzić, czy rzeczywiście ten jest najgorszy z całej serii. Jednak  nie jest to efekt, jaki lubię w rozświetlaczach. Zdecydowanie mają zbyt dużo drobinek. Praktycznie wszystkie oprócz dwóch pierwszych odcieni i Amber Gold zostawiają mnóstwo brokatu na całej twarzy i nieprzyjemnie się osypują. Ja jednak we wszystkim staram się ujrzeć plusy i te trzy osypujące się odcienie wykorzystuje do makijażu oczu. Sprawdzają się świetnie nakładane na klej do brokatu. Dlatego też pomimo minusów myślę, że nie pójdą w odstawkę.

Kolejną rzeczą, o której warto wspomnieć jest fakt, że te rozświetlacze nie znoszą nakładania palcem! Mój ulubiony highlighter od Mur- Goddess of Love wklepywany palcem działa cuda! Te najlepiej zachowują się nakładane pędzlem wachlarzem do rozswietlacza.


Ogółem wszystkie odcienie mają super pigmentacje, oprócz właśnie Hot Sand. Nakładają się jak masełko, co dla mnie jest wielkim plusem. Słyszałam jednak, że pozostałe GK od ABH mają jeszcze bardziej masełkową konsystencję niż ten, więc już nie mogę doczekać się przetestowania ich. Minus za tak małą różnorodność kolorów. Według mnie wszystkie złote odcienie wyglądają bardzo podobnie. Kupując paletę rozświetlaczy, która ma w sobie aż sześć odcieni liczyłabym chociażby na różne warianty kolorystyczne, ale to już moje wymysły.
Głównie nie jestem zachwycona do tego stopnia, żeby dołączyć go do ulubieńców, ale nie jestem też zawiedziona. Może gdybym musiała dać za niego całą cenę wtedy miałabym czego żałować.



Dajcie znać w komentarzach, czy macie swój ulubiony Glow Kit i o myślicie na ich temat:)

Nie zapomnijcie dodać mnie na moich mediach spolecznościowych:

  TUMBLR   |   INSTAGRAM    |    ASK    |    INSTAGRAM INSPI.   |   FACEBOOK 
SNAPCHAT: Kayleenbeauty
LAFEMME POLSKA

LAFEMME POLSKA



Dzisiaj przychodzę do Was z krótką recenzją moich nowych ulubionych lakierów hybrydowych marki Lafemme Polska, które znajdziecie tu. Hybrydy robię już od paru lat i przerzuciłam się na nie z żeli. Postanowiłam opowiedzieć Wam krótko moją paznokciową przygodę. Szukanie idealnych lakierów hybrydowych zajęło mi około 2 lat. Wypróbowałam między innymi około 10 marek aż udało mi się znaleźć tą idealną. Głównie problemem był fakt, że miałam bardzo wysokie wymagania po żelach. Szukałam produktu, który będzie miał bardzo dobrą pigmentację, ponieważ nie lubię nakładać miliona warstw na płytkę paznokcia, a przy okazji nie zniszczy jej. Dodatkowo zależało mi na trwałości, bo w swojej kolekcji mam parę lakierów, które pomimo primerów i innych produktów tego typu trzymały mi się na paznokciach krócej niż tydzień. Ze względu na pracę, którą wykonuję, a głównie ciągłe chodzenie w rękawiczkach lateksowych niektóre z hybryd po prostu mi się odparzały i odpadały w całości. Kolejnym aspektem przez który odrzuciłam niektórych producentów było uczulenie. Mianowicie po paru dniach noszenia lakierów hybrydowych znanej marki pod płytką paru paznokci pojawiły mi się małe szaro-brązowe plamki, które okazały się uczuleniem na jeden ze składników.



Praktycznie zwątpiłam już w znalezienie idealnych lakierów, które zadowolą mnie w stu procentach, aż poznałam markę Lafemme. Od razu na wstępie mówię, że jest to moja najszczersza opinia, zresztą doskonale wiecie, że jak coś mi się nie podoba to mówię o tym wprost. Te lakiery skradły moje serce! Przetestowałam już wszystkie kolory, które dostałam i jestem zaskoczona pigmentacją! Jestem fanką bardzo jasnych, kremowych odcieni, które aby uzyskać kolor jak na załączonym obrazku należy nakładać warstwami.. Każda kolejna warstwa sprawia, że paznokcie wyglądają bardzo sztucznie, a żel/hybryda słabiej się trzyma(w moim przypadku). Dlatego też, gdy nałożyłam jedną warstwę i od razu uzyskałam kolor o jaki mi chodziło- byłam w szoku. Dołożyłam jeszcze jedną warstwę, żeby zbudować kształt paznokcia i na to top.




Kolejnym plusem jest fakt, że lakiery bardzo szybko utwardzają się w lampie UV. Moja lampa ma już parę dobrych lat i nigdy nie wymieniałam żarówek. Dotychczas nie była w stanie utwardzić wszystkich lakierów, które posiadam, a te praktycznie od razu się utwardziły. W dodatku po przemyciu cleanerem nie były matowe, tylko przepięknie się błyszczały.

Co do konsystencji- lakiery nie są zbyt gęste, przez co bardzo równomiernie rozprowadza się je świetnie przystosowanym do tego pędzelkiem i nie spływają z płytki paznokcia. Spokojnie zdążyłam pomalować wszystkie palce przed utwardzeniem ich w lampie.

Lakiery są z kolekcji NON STOP COLOR i kupicie je za 28 zł/ sztukę na stronie producenta.
Kolorki, które ja mam to:




Jedynym minusem w tym przypadku jest dla mnie wybór kolorów... ponieważ jest ich tyle, że ciężko mi było decydować:)

Jeśli chodzi o trwałość to za jakiś czas zrobię mały EDIT i dam Wam znać ile się trzymały.

Nie zapomnijcie dodać mnie na moich mediach spolecznościowych:

  TUMBLR   |   INSTAGRAM    |    ASK    |    INSTAGRAM INSPI.   |   FACEBOOK 
SNAPCHAT: Kayleenbeauty

Jeffree Star: SKIN FROST- Ice Cold & Peach Goddess | GAMISS HAUL!

Jeffree Star: SKIN FROST- Ice Cold & Peach Goddess | GAMISS HAUL!



Witam Was w ten piękny, słoneczny dzień z kolejnym, trzecim już postem z produktami od Jeffree Star. Tym razem pod lupkę weźmiemy rozświetlacze ze słynnej serii SKIN FROST. Początkowo w mojej kolekcji znalazł się odcień Ice Cold, a później dokupiłam jeszcze na wyprzedaży u @wiskola Peach Goddess, który stał się automatycznie moim nowym ulubieńcem.

Jak już pewnie wiecie Mintishop wprowadziło od jakiegoś czasu do swojej oferty kilka odcieni pomadek, paletkę Beauty Killer i właśnie rozświetlacze Skin Frost. Skrycie liczę również na pojawienie się nowej paletki Androgyny! 




Produkt przychodzi do nas zapakowany w przepiękny , solidnie wykonany kartonik w klasycznych dla kosmetyków Jeffree barwach- czyli mowa tu o mocnym różu. Oczywiście pierwszą rzeczą na którą zwróciłam uwagę jest gramatura! Słyszałam wiele opinii na temat wydajności tego rozświetlacza, ale nie spodziewałam się, że jest on aż tak ogromny! Porównując serduszko z MUR, które ma 10g, a Jeffree aż 15g! Mimo wszystko samo opakowanie jest dużo większe niż inne kosmetyki tego typu.

Zauroczyła mnie struktura kosmetyków JS, a mianowicie wygrawerowane logo na cieniach, czy właśnie pudrach rozświetlających. 
 Pamiętajcie, że kosmetyki JS są Vegańskie, nietestowane na zwierzętach, wolne od parabenów i glutenu.




Oby dwa odcienie tworzą przepiękną taflę światła na skórze i moim ulubionym sposobem- czyli nakładane na mokro potrafią zdziałać cuda! Pierwszy kolor, który zamówiłam na Minti- Ice Cold jest bardzo specyficznym kolorem. Jest to maksymalnie napigmentowana biel i ku mojemu zaskoczeniu nie są to srebrne, a zdecydowanie złotawe, szampańskie tony! Ciężko jest opisać jego prawdziwy kolor, ponieważ jest to tak nietypowy błysk! Jeżeli chodzi o strukturę to ten jest jeszcze bardzo mocno pudrowy, jednak mam wrażenie, że po zejściu pierwszej warstwy jego struktura się zmieni (zobaczcie wyżej).



Drugi odcień, czyli Peach Goddess jest to przepiękny brzoskwiniowo-różowy rozświetlacz, który w opakowaniu wygląda na bardzo ciemny, jednak na twarzy pozostawia sam błysk, bez nadawania mocnego różowego koloru. Jak widać na zdjęciu- kupiłam produkt, który był już parę razy użyty i według mnie jego struktura jest zdecydowanie lepsza od nowego. Głównie dlatego, że po zejściu tej najbardziej sypkiej, pudrowej warstwy został taki bardziej wypiekany puder, który idealnie nabiera się pędzlem jak i palcem.

Myślę, że różnica w strukturze widoczna jest najbardziej na tym zdjęciu:



Macie jakieś kosmetyki od Jeffree? A może polecacie inny odcień Skin Frost'ów? Dajcie znać w komentarzach.

Chciałabym pokazać Wam też na szybko dwie rzeczy, które dostałam od GAMISS. W zamówieniu były trzy produkty, ale jedna rzecz szła do mnie bardzo długo, przez co nie miałam jak zrobić zdjęć. Pokaże Wam jednak jak wygląda na stronie sklepu. Rzeczy są świetne jakościowo- bomberkaokazała się jedną z moich ulubionych, a torebkę nosze praktycznie codziennie. Jest to chyba moje najlepsze zamówienie dotychczas. Sami zobaczcie:





Nie zapomnijcie dodać mnie na moich mediach spolecznościowych:

  TUMBLR   |   INSTAGRAM    |    ASK    |    INSTAGRAM INSPI.   |   FACEBOOK 
SNAPCHAT: Kayleenbeauty


P.S Zapraszam wszystkich do przeczytania mojego artykułu na wisebears.pl
LINK!


Copyright © 2016 Kayleen beauty! , Blogger